- Wiecznie te bia³og³owy! Pierwsza lepsza kawka takiego ci piwa nawarzy, ¿e kto wypije, temu po nim bêdzie niestrawno - mrukn±³ Zag³oba

Ze starszych by³ pan Orlik, herbu Nowina, z czaszk± z³otem lutowan±, bo mu j± szwedzki granat czasu swego nad³upa³, i pan Ruszczyc, pó³dziki rycerz stepowy, niezrównany zagoñczyk, jednemu Wo³odyjowskiemu w s³awie ustêpuj±cy, i kilku innych. Nienawi¶æ buchnê³a w nim jak p³omieñ tym wiêksza, im bardziej odmienne przed chwil± ko³ysa³y go uczucia. T³umy szlachty ros³y z ka¿dym dniem i znaæ ju¿ by³o, ¿e gdy po sejmie sama elekcja siê pocznie, przerosn± choæby najwiêksz± moc magnack±. Urzekaj±ca - Pannê Basiê mu zaraz zaswatamy! Basia utkwi³a w nim wzrok rysi i odrzek³a: - A czemu to waæpan o Krzysiê mniej troskliwy? Zmiesza³ siê na te s³owa ma³y rycerz niezmiernie i odrzek³: - Waæpanna jeszcze nie znasz Ketlingowej mocy, ale jej doznasz! - A czemu Krzysia nie ma doznaæ? Toæ przecie nie ja ¶piewam: Md³a bia³og³owa Jak¿e siê schowa I gdzie siê biedna schroni? Tu znów Krzysia zmiesza³a siê z kolei, a ma³a gadzina mówi³a dalej: - W ostatku pana Nowowiejskiego poproszê, ¿eby mi tarczy swojej po¿yczy³, ale jak waæpan wyjedzie, nie wiem, czym siê Krzysia bêdzie broniæ, je¶li na ni± termin przyjdzie?... Po których s³owach podziwiano go jeszcze wiêcej. - Przed godniejszymi stojê - rzek³. Przysz³o jej to nie³atwo, bo Ketling nie pokaza³ siê przez kilka nastêpnych dni i na noc nie wraca³. Azja przymkn±³ oczy i sk³oni³ g³owê.

By³ jeden taki, najwiêkszy, najzas³u¿eñszy, twój, zacny rycerzu, przyjaciel, ten, który w s³awie jak w s³oñcu chodzi³... Na co ja patrz±c mêkê niezno¶n± cierpiê. A on, po staremu, jako niegdy¶ nienawi¶æ, tak teraz mi³o¶æ oddawa³ z nawi±zk±. Basia popatrzy³a za nim przez chwilê; okrzyk nie zdziwi³ jej zbytnio, bo go czêsto polscy nawet ¿o³nierze u¿ywali, lecz widz±c tak± gwa³towno¶æ m³odego Lipka rzek³a sobie w duchu: - Ogieñ to prawdziwy! Szaleje za ni±! Po czym pomknê³a jak wicher, aby co prêdzej mê¿owi, panu Zag³obie i Ewce zdaæ sprawê. stra¿nica Pan Nowowiejski za¶ chwyci³ j± w tej samej chwili za rêce i pocz±³ je ca³owaæ. Natomiast czuwa³a nad panem Zag³ob± szczê¶liwa gwiazda, bo ledwie do pa³acu Koniecpolskich dojecha³, gdy jaki¶ g³os krzykn±³ z boku na wo¼nicê: - Stój! Czeladnik powstrzyma³ konie; wtem nieznajomy szlachcic zbli¿y³ siê z rozja¶nionym obliczem do was±gu i zawo³a³: - Panie Zag³oba! Nie poznajesz mnie waszmo¶æ? Zag³oba ujrza³ przed sob± mê¿a maj±cego ko³o trzydziestu kilku lat, przybranego w ko³pak rysi z piórkiem, znak niechybny wojskowej s³u¿by, w makowy ¿upan i ciemnoczerwony kontusz przepasany poz³ocistym pasem. Inaczej przyjdzie nawa³a tatarska i ³yka na³o¿y wam i im - i nieprzyjacielowi bêdziecie musieli s³u¿yæ w umartwieniu, w pogardzie, we ³zach, a¿ do dnia, w którym pokochacie siê wspólnie. Przy czym obejmujê was oboje i wraz z basa³ykami do serca przyciskam, Bogu najwy¿szemu was polecaj±c.” Skoñczywszy pisanie zasypa³ pan Zag³oba list piaskiem, nastêpnie uderzy³ weñ d³oni±, odczyta³ raz jeszcze, z dala od oczu trzymaj±c, po czym z³o¿y³, zdj±³ sygnet z palca, po¶lini³ i do pieczêtowania siê zabiera³, przy której czynno¶ci zasta³ go Ketling.

Z tej komnaty w±ski korytarzyk prowadzi³ do jego izby; w korytarzyku owym, przy schodach do panieñskiej kwatery, Basia zast±pi³a ma³emu rycerzowi drogê. Pan Nowowiejski za¶ chwyci³ j± w tej samej chwili za rêce i pocz±³ je ca³owaæ. - Korzê siê przed rozumem twoim, effendi - odrzek³ Halim - lecz co bêdzie, je¶li Allach odejmie Wielkiemu Lwu ¶wiat³o lub je¶li szatan tak pych± go o¶lepi, ¿e twoje zamys³y odrzuci? Azja przysun±³ swoj± dzik± twarz do ucha Halima i szeptaæ pocz±³: - Ty teraz zostañ tu, póki odpowied¼ od hetmana nie przyjdzie, a i ja siê wcze¶niej do Raszkowa nie ruszê. Dziwne te¿ rzeczy opowiadaj± ludzie o tej przysz³ej elekcji, które waæpanu w domu sposobnym czasem powtórzê... ¯e ciê Ketling pokocha³, nie dziwota! Kto by ciê nie pokocha³?! A ¿e¶ ty jego pokocha³a, to taki ju¿ mój los, ale dziwiæ siê tak¿e nie ma czemu, bo gdzie mnie tam do Ketlinga! W polu, niech on sam powie, przeciem nie gorszy; wszelako to co innego, a to co innego!... zio³a - Ona nie jest wolna, bo mi afekt i rêkê przed odjazdem przyrzek³a! - Ha! - rzek³ Zag³oba - tegom nie wiedzia³. Choæby i ten, który obecnie ¿ywie i panuje, wszystkich obietnic dotrzyma³, to nastêpca z³amie je albo podepce, kiedy zechce. - To przynajmniej masz pociechê.

Tak rozmy¶la³ pan Zag³oba przyrzekaj±c sobie ko³o tej sprawy rugów pilnie chodziæ i pos³ów prywatnie dla niej kaptowaæ. Panie bracie, kto chce co dobrego sprawiæ, ró¿nie ludzi obchodziæ musi, ale z wami, widzê, trzeba prosto w sedno. - My jego przy robocie pod Kalnikiem, Humaniem, Brac³awiem i w stu innych potrzebach widzieli. - Ha! to wy! - rzek³ obci±gaj±c pas ku do³owi. Dzikie serce Periculum w tym tylko, by teraz sub onere desperacji czego¶ nie uczyni³ albo nie postanowi³, czego by potem sam ¿a³owa³. - M³ody? - pyta³ z przestrachem Halim. Zbytnio tu swawola nad ³adem panuje, zbytnio dobro publiczne prywatnym sprawom ustêpowaæ zwyk³o... Zalaz³o to gdzie¶ miêdzy trzciny, a¿ tu patrzy: trzciny siê rozsuwaj± i co widzi?...

Tu ma³y rycerz zwróci³ siê do pana Zag³oby: - Ona zdaje siê p³ocha, a bystra jest! - Kozy bywaj± bystre! - rzek³ z powag± pan Zag³oba. - Id¼ z panem Snitk± po owe listy i przynie¶ je natychmiast. Ochota to grunt! i nie masz lepszej na melankoliê driakwi. new age - Prêdko¿e przyszed³ do siebie? - Z godzinê le¿a³ jak nie¿ywy, potem zasie siê ockn±³ i wróciwszy do swojej kwatery nikogo widzieæ nie chcia³. Mo¿e te¿ Bóg da, ¿e nagle wyp³ynie, gdy tamte partie wzajem zniwecz± swoje zabiegi... - Tego nie lubiê, ¿e czasu trzeba, bo protekcja by siê znalaz³a. Zanim wiêc pan Micha³ z powrotem do Warszawy dojecha³, zasta³ listy zapowiednie na jego imiê z ramienia wojewody ruskiego wydane. Kto wiêcej; to nie wiem...

Powiedzia³e¶ tylko waszmo¶æ pan, i¿ mu wilkiem z oczu patrzy. Za nami inni jako p³omieñ! W godzinê skoñczyli¶my z Turkami, potem z³adzili¶my jako tako galerê i siedli na ni± bez ³añcuchów, a Bóg mi³osierny kaza³ wiatrom przywiaæ nas do Wenecji. Tatar wbi³ oczy w ziemiê i milcza³. Pan Bogusz porwa³ siê za g³owê: - Na rany boskie, Azja! sk±d tobie takie my¶li przychodz±? Co by to by³o?! - By³by na Ukrainie naród tatarski, jako jest kozacki! Kozakom przyznali¶cie i przywileje, i hetmana, czemu by¶cie nam nie mieli przyznaæ? Waszmo¶æ pytasz, co by by³o? Chmielnickiego by drugiego nie by³o, boby¶my nog± Kozakom na gardziel zaraz nast±pili, buntów ch³opskich by nie by³o, rzezi ani spustoszenia, ani Doroszeñki by nie by³o, bo niechby siê podniós³, pierwszy bym go na smyczy hetmanowi pod nogi przywiód³. Szuka³em wszêdzie; ale jakoby kamieñ w wodê wpad³o. Tymczasem Basia rozgospodarowywa³a siê w Chreptiowie. - Tak! - odrzek³a Krzysia - i wiem, ¿e zacniejszego w ca³ej Polsce nie mog³abym znale¼æ! - Bóg waæpannie zap³aæ! Bóg ci zap³aæ, Krzychna! - mówi³ rycerz pokrywaj±c poca³unkami tê rêkê. Oto na konwokacj± i elekcj± zjad± dwory biskupie i dygnitarskie, ¶wietne rycerstwo pod±¿y ze wszystkich stron Rzeczypospolitej.


||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||